Test bielizny wypadł pozytywnie. Znaczy, bo Damian zapomniał napomknąć, chodziło o bieliznę termiczną, bowiem, sierota, zapomniałam zabrać ze sobą merynosów.
Swoją drogą to nieźle, że w nocy temperatura spada do 10ºC. Rozumiem, sierpień, krótsze dni, ale no jednak? Sapienti sat.
Ale kryzys zażegnany.
Poranne pakowanie tym razem było dość wymagającym zadaniem, bo kąt nachylenia pochylni (nie nazwę tego schodami w żaden sposób, to gładkie, dość śliskie panele z nabitymi poprzeczkami) przekroczył z pewnością 45º, co pobiło kąt nachylenia zejść na pomosty w marinie w St. Malo podczas odpływu. Ale jednak się udało.

Pożegnaliśmy Grudziądz z ambitnym zamiarem przejścia jakichś 20 km i wybrania kolejnej miłej łaszki.

Jednak już po ca 13 km sprawa natychmiastowego jej wyboru oraz równie natychmiastowego rozstawienia namiotu stała się paląca, a to za sprawą doprawdy niemiło wyglądającej chmury, która rosła blisko, nie stosując się do słów piosenki „hej, stary spójrz, ta czarna chmura rośnie w dali”.
Może jej nie znała, ale czasu pozostało niewiele.
Na szczęście na odcinku pełnym ostróg jest równie pełno pięknych, zapraszających łach, więc też i tym razem uszliśmy na sucho.
Obserwowaliśmy także liczne wielkie wiry i cofki występujące przy ostrogach. Dzięki starej legendzie rybackiej wiemy, skąd się wzięły. I to nawet w dwóch wersjach: pierwsza, odsłuchana i zapisana dokładnie mówi tak:
„Pan Jezus dla Świętego Piotra zmienia bieg rzeki
Jednego razu wybrał się Pan Jezus ze Świętym Piotrem na ryby. Święty Piotr fest sia zmęczył. Pojechali do góry, a fart* był bardzo ostry. Kiej go już siły dycht opuszczały, zaczon Piotr wygadywać:
– Panie, podług mojej woli to rzeka musiałaby płynąć na jednej stronie w ta strona, a po drugiej w druga strona!
Na to odpowiedział Pan Jezus:
– To jest niemożliwe, bo każde najmniejsze należy do morza.
Święty Piotr musiał to uznać za prawdę. Jednak Panu Jezusowi zrobiło się żal Świętego Piotra, widział, że Pietrzysko jest dycht zamęczone, uczynił więc cud i w najbystrzejszych miejscach nakazał rzece płynąć do góry, żeby Święty Piotr w tych miejscach nie brukował wiosłować, jedno mógł odpoczywać.
Dlatego po dzień dzisiejszy są w rzekach miejsca, gdzie woda płynie w górę, pod prąd. Te miejsca nazywają dziś jeszcze wodą Świętego Piotra.”
*Fart – woda dojezdna. „fartem jechać – iść farwaterem, czyli wodą dojezdna, najczęściej wytyczoną” „Wiślane statki i techniki nawigacyjne od XVI do XX wieku” Adam W. Reszka „

Ale jest i druga, zapisana przez Bolesława Śląskiego w 1920 r., ale występująca już w czasopiśmie „Lud” w 1910 r. podaje, że to Święty Piotr patrząc na wysiłek flisaków ciągnących łodzie pod prąd poprosił Pana Jezusa o skierowanie miejscami nurtów rzeki pod prąd, by im ułatwić ciężki trud. Od tego w okolicach Warszawy nazywa się to zjawisko albo „wodą Świętego Piotra”, albo po prostu piotrowinami. Ładne, prawda?

Łacha, jak to łacha, piaszczysta, z przesmykiem do brzegu, pełna tropów wydry, która ewidentnie patroluje to miejsce. Ślady wokół całego brzegu, liczne ślady w poprzek, a nawet dołki będące pozostałością przyjemnego tarzania się koleżanki (lub kolegi, tego nie wiemy) w piasku.

Nuda: wydry, czaple, żurawie, kormorany, piękno i natura, spokój i ukojenie.
Zostajemy tu do jutra, dawno się tak miło nie nudziliśmy :). Prawdę mówiąc w ogóle dawno się nie nudziliśmy i nie mamy zbytniej wprawy, więc robimy dokumentację śladów, obserwację rzeki, próbujemy stwierdzić, cóż to za dziwne rzeczy leżą na piasku i jak sobie żyje wydra. Wygląda na to, że znakomicie.
Była krótka, acz treściwa ulewa, po niej coś zaczęło niezwykle głośno pluskać ze 20 m od brzegu. I nie wiemy, choć trudno w to uwierzyć, czy to nowe wiry, których wcześniej nie było, ryba, wydra dzienna? Zagadki, zagadki…
Odwiedziło nas coś takiego ładnego, to najprawdopodobniej jest przedstawicielką samotnych os grzebiących – niemal czarna, z pięknymi, opalizującymi na zielono i fioletowo skrzydłami. Piaszczyste łachy są dla takich os ponoć typowym siedliskiem – wiele gatunków kopie w piasku norki, w których rozwijają się larwy. Poleciała po chwili pozostawiając po sobie wspomnienie piękna.

Bardzo ciekawe są też „kamyki” leżące na piasku – po obejrzeniu to zmineralizowane kości, ząb, fragmenty ceramiki. Muszle małż i ślimaków, łupki. Bogactwo nieprawdopodobne, wystarczy spojrzeć pod nogi 🙂

**************************
Dziś to my przycwaniakowaliśmy i przed deszczem buch! na łachę. Namiocik i teraz to se padaj chłopie.
Oczywiście musi to być łacha nie byle jaka, ale już mamy wprawę w namierzaniu nie byle jakich. Od Grudziądza już mniej ostróg, ale pozostałości widoczne, lub nie – te pod wodą.
Trzeba brać na to poprawkę. Wydaje mi się, że nurt znowu ciut przyspieszył, ale to sprawdzimy jutro.
Teraz czilujemy i próbujemy rozwikłać następną zagadkę: tajemnicze wiry przy naszych ostrogach.
Bądźcie czujni.

Aaa, nie wspomniałem o najważniejszym, czyli o ogromnym skoku technologicznym i społecznym, jakiego dokonaliśmy kupując oczo…, zwracające uwagę sznurówki, jako odciągi naszych masztów namiotowych.

Fantastiko.

Dodaj komentarz