Kropla – cóż to takiego?
LEJTAK
Lejtak to tradycyjna, drewniana, płaskodenna łódź wiślana, charakterystyczna dla środkowego biegu Wisły. Jej nazwa pochodzi od „lejt”, co w dawnym rzemiośle rybackim oznaczało dłuższe skrzydło sieci, które było dociągane na miejsce właśnie lejtakami, zwinnymi i niewielkimi, kierowanymi przez lejtownika. Sama czynność to lejtowanie.
Wiosłowa, ale także często wyposażona w maszt z ożaglowaniem rozprzowym.
Długość od 5 do 8 metrów, szerokość (na górze) do 1,5 m. Z obu stron zakończona ostro, drewnianym elementem nazywanym sztabą, stąd alternatywną nazwą, używaną rzadziej, jest „szpiczak”.

Najczęściej z drewna sosnowego, z wyjątkiem sztab i wręg z drewna dębowego. Wręgi sporządzone z dębowych krzywulców (naturalnie wygięte konary/gałęzie).
Obecnie często spotyka się tzw. półlejty, czyli lejtaki, które mają małą pawęż na rufie zamiast sztaby rufowej, przez co rufa nie jest wyraźnie uniesiona ponad wodę, by móc korzystać z silnika.
Tyle teoria.
Od października 2025 r. dzięki Szkutni po Godzinach mieliśmy ogromną frajdę uczestniczyć w budowie bardzo tradycyjnego lejtaka, prowadzonej przez niesamowitego człowieka, chodzącą encyklopedię wiedzy, aktywnie budującego oraz pływającego własnym lejtakiem – Piotra Sadurskiego.
Warsztaty miały na celu wybudowanie lejtaka metodą tradycyjną, z naturalnych materiałów i przy wykorzystaniu tradycyjnych technik i technologii. Jednocześnie budowany był drugi lejtak – już nowoczesnymi metodami, ze sklejki.
Kropla to oczywiście ten tradycyjny.
Zaczynaliśmy od stosu desek (imponujących! niemal 8 m długości i ok. 60 cm szerokości) tudzież sterty krzywulców, jeszcze z korą.
Łączone były stalowymi gwoździami (z zabezpieczeniem główek konopnymi paździerzami), dychtunek (uszczelnienie) był też konopny, zabezpieczenie – mieszanka dziegciu sosnowego, oleju lnianego, terpentyny i (zewnętrzna strona oraz sztaby) smoły.
Były także próby impregnowania żagla bardzo tradycyjnie – kora dębowa moczona w solance 4 tygodnie, gotowana kilka godzin z uzupełnieniem w postaci: wersja 1: łoju wołowego, 2: oleju rybnego (dorsz), sody i jeszcze paru ciekawych dodatków. Eksperyment został uznany za nieudany, choć zaimpregnować się dało, ale efekt wizualny daleko odbiegał od oczekiwań.
Piotrze – wielkie, ogromne podziękowania za tę przygodę.
25 kwietnia 2026 r. odbyło się jego wodowanie – w okolicznościach przyrody oraz towarzystwie godnym tak przepięknej łódki, jaką udało się zbudować.
Dla wytrwałych – zdjęciowa historia budowy, która dowodzi, że nie ma granic dla szaleństwa, zwłaszcza gdy szaleństwo dotyka ludzi zdeterminowanych i z wiedzą oraz umiejętnościami.
Szkutnia po Godzinach – gratulacje i podziękowania za profesjonalizm, pomysł, realizację, świetną atmosferę i cierpliwość.























