No dobrze, co prawda lało, ale nie zaspaliśmy, więc koniec końców stwierdziliśmy, że deszcz zaraz przestanie padać (zgodny był i przestał), zatem pora na śledztwo mostowe. No i wyniki są naprawdę obiecujące, a stan faktyczny – delikatnie mówiąc – daleko odbiega od plotki, o której pisałam.

Most zamknięto dla ruchu w 2011 r. z powodu postępującej degradacji, a rok później rozpoczęto jego odbudowę. Jako ciekawostkę do ciekawostek dodam, że w 2019 r. znaleziono, wmurowaną pod dawnym portalem zachodnim kapsułę czasu z 1851 r., wraz z tablicą upamiętniającą położenie kamienia węgielnego.

Ostatecznie zdecydowano o renowacji oryginalnych przęseł Lentzego (projektanta mostu) z 1857 r. – tam, gdzie to możliwe, demontażu konstrukcji ESTB, których przyszłość zostanie ustalona niebawem, i zastąpieniu ich replikami przęseł XIX-wiecznych, co pozwoli na przywrócenie mostowi pierwotnej postaci. To proste, długie, gęste, niemal koronkowe, kratownice, które – w części odrestaurowanej – można już oglądać. I podziwiać, są naprawdę piękne. Powrócą także wieżyczki, choć w kilku etapach prac.

W chwili obecnej można zobaczyć rzecz unikatową – odrestaurowane przęsła Lentzego, totalnie przerdzewiałe przęsło ESTB, mocno przerdzewiałe przęsła z 1912 r. – a w tle półkoliste przęsła mostu kolejowego. Dla każdego coś ciekawego. To prawdziwa kronika zmian techniki od XIX w. do dziś, pasjonująca nawet dla laików, jakimi jesteśmy.

Tczew to miasto ze średniowiecznym rodowodem, co potwierdza wiele zabytków, ale najbardziej spektakularne i piękne – choć całkowicie odmienne wizualnie – to stojące tuż przy sobie dwa kościoły: fara Podwyższenia Krzyża Świętego i kościół pw. św. Stanisława Kostki, dawniej Dominikanów.

Dwa budynki, dwie historie, całkowicie odmienna współczesność. Ale po kolei, bo to ciekawe.

Fara.

Najstarszy zachowany tczewski kościół, z wieżą z 2. połowy XIII w. Niemal 800 lat. To, co nas najbardziej urzekło (poza faktem, że udało nam się do niej wejść, bo akurat skończył się ślub, goście wyszli, ale nie zdążono jeszcze zamknąć drzwi), to kaplica Matki Boskiej Bolesnej. Przyciągnęła nas tam z niezwykłą siłą cudownej urody rzeźba – drewniana Pieta z połowy XV w. Spokój i pogodzenie się ze śmiercią Syna widać na pięknej twarzy Matki Boskiej, kojarzącej się ze słynnymi Pięknymi Madonnami Gotyckimi z Małopolski. Jej rozpacz widać w geście, w jakim podtrzymuje głowę i ramiona Jezusa leżącego na jej kolanach – opiekuńczo, troskliwie, jakby zmasakrowane ciało mogło doznać ukojenia.

Dla tej jednej rzeźby warto przejechać pół Polski, ale ta nieduża kaplica kryje jeszcze jeden wyjątkowy skarb: odkryte w 1993 r., wcześniej zamurowane, wnęki z gotyckimi malowidłami świętych kobiet. To wyjątkowe przedstawienie, unikatowe, niezwykle rzadkie w średniowiecznej sztuce poświęcenie zainteresowania wyłącznie kobietom. Rozpoznano tam Katarzynę, Elżbietę, Helenę, Irenę, Jadwigę Śląską, Genowefę i Dorotę. Widać je za plecami Matki Boskiej i robi to ogromne wrażenie.


I jeszcze jedna rzecz – to już neogotyk, ale doskonały. Ołtarz Grobu Chrystusa, wykonany przez Mikołaja Cichosza z Pelplina w latach 1927–1930. Monumentalna drewniana konstrukcja nawiązuje do gotyckiej architektury – ostre łuki, pinakle, maswerki. Program ikonograficzny jest pasyjny: nad wejściem Veraikon, czyli chusta z obliczem Chrystusa podtrzymywana przez dwa anioły, na drzwiach Alfa i Omega, całość wieńczy krzyż. Ołtarz powstał podczas międzywojennej restauracji i uzupełniania wyposażenia fary; parafia wymienia go jako najważniejsze dzieło Cichosza w kościele.

A kościół św. Stanisława Kostki? Absolutnie unikatowa bryła – ośmioboczna, smukła wieża z filigranowym hełmem, to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów tczewskiej panoramy.

Kościół, jak niemal wszystkie tak stare zabytki, przechodził różne dzieje, ale teraz jest bardzo poważnie zagrożony – stwierdzono, że przechyla się niebezpiecznie w kierunku południowo-zachodnim. Trwa walka o jego uratowanie. Nie takie zabytki ratowano, udało się przecież powstrzymać nawet osuwanie się całej skarpy sandomierskiej, z Zamkiem i Starym Miastem – więc tu jestem optymistką. Martwi mnie natomiast to, że mimo iż program „Prace zabezpieczające fundamenty wraz ze stabilizacją wieży i kościoła” obejmuje lata 2024-26, więc teoretycznie powinno być widać stan ich zaawansowania bliski zakończeniu – nie widać nic podobnego, kościół zamknięty tymczasową kratą z kłódką, zaniedbane otoczenie, niszczejące ściany. Nie udało mi się także znaleźć aktualnego, publicznego raportu określającego fizyczny procent wykonania robót. Natomiast brak oznak przeprowadzenia jakichkolwiek prac tego typu bije po oczach. Choć całość finansowania przekazano parafii w ubiegłym roku, z wyprzedzeniem rocznym. Liczę jedynie, że być może prace prowadzone były od wewnątrz i pod poziomem gruntu, choć trudno uwierzyć, że nie pozostawiły śladów robót budowlanych w otoczeniu budowli.

A przepiękna wieża ciągle jest zagrożona zniknięciem z panoramy miasta, nad którym góruje od XIII w. Smutek i rozpacz.

Ale, żeby nie było tak smutno – było jeszcze bardzo, bardzo fajne zaskoczenie. Zacznę od tego, że bardzo dobrze, jak wspominałam, znamy Muzeum Wisły i Centrum Konserwacji Wraków, to punkt obowiązkowy, jeśli ktoś tam nie był. My byliśmy kilkukrotnie, zatem je pominęliśmy, ale odwiedziliśmy za to świetną instytucję, która współdzieli teren z obydwoma muzeami – Fabrykę Sztuk. Generalnie mam raczej spory dystans do „fabryk” i „manufaktur” sztuki, smaku i wszystkich możliwych tego typu określeń, ale tu – fajnie. Są warsztaty, są wystawy.

I jest jeszcze jedna, świetna, atrakcja – wystawa SOWA – Strefa Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności. To ogólnopolski program Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, polegający na tym, żeby część doświadczeń Kopernika przenieść do mniejszych ośrodków, zamiast wymagać od ludzi jeżdżenia do Warszawy. I Tczew jest jednym z tych miast, do których trafiły dwa znakomite elementy: interaktywna wystawa, gdzie przy kilkunastu stanowiskach, samemu eksperymentuje się ze zjawiskami dotyczącymi światła, ruchu, percepcji, ludzkiego ciała czy fizyki oraz Majsternię – to przestrzeń do samodzielnego konstruowania i rozwiązywania zadań.


Jest to genialne, zrelaksowaliśmy się do woli, uśmiałam z własnych problemów rysowania figur w odbiciu lustrzanym (a weźcie, ależ to wyzwanie!), bawiłam się jak dziecko. I z całą siłą twierdzę, że to znakomite rozwiązanie edukacyjne – wiedza wchodzi sama, a zabawa jest przednia. A nawet lepsza. Wiedzieliście, że można słuchać łokciami? Tak? A słuchaliście tak kiedyś muzyki?

No i słodki finał, jak to mawiają uznani restauratorzy – fajne dwie knajpki, gdzie jedliśmy obiady: Panorama na bulwarach i You na Pl. Hallera. Ale to wejście do naprawdę szału: Kulka. Cukiernia to mało powiedziane, to jest raj na ziemi. Damian twierdzi, że najlepszy sernik w północnej połowie Polski. A nie wykluczyłabym, że spróbował wszystkich. I jaka szklanka adekwatna!

Tczew jest piękny, gościnny i widać, że władze dbają o niego. Jest sporo zaniedbanych kamienic, ale widać duże inwestycje w fajną przestrzeń publiczną – parki, bulwary, fenomenalne place zabaw (aż zazdrość!), zadbane ulice i zieleń, dużo informacji na tablicach mówiących o zabytkach, inwestycjach, ale i przyrodzie. Tak trzymać!

A my trzymamy kciuki za powodzenie akcji ratunkowej kościoła i udanego, terminowego remontu Mostu Tczewskiego. Gdy to się uda, to panorama Tczewa będzie nie do opisania piękna.

Powodzenia, Tczewie!

***********************

Tutaj mamy nieco inną różę wiatrów i inne ich nazwy:

  • Kaszuba – północno zachodni – średnio nam pasuje,
  • Pomorszczyna – ostry wiatr zachodni – taki mamy jutro mieć,
  • Kujawa- słaby wiatr południowo zachodni,
  • Węgier – ciepły z kierunków południowych – o fajnie by było,
  • Moskal – wiatr wschodni. W życiu nie napiszę, że by się przydał, bo moskal się nigdy nie przyda i niech spieprza

To już wolimy Mazura albo prusaka – wiatr północny, choćby była rąbanka.
Przed nami dwie inne Wisły: Martwa i Śmiała.
Więcej matka was nie miała?
On nieśmiały ona śmiała. To też są niezłe historie, ale o tym później.

Posted in

Dodaj komentarz