Ewidentnie Wróżka od życzeń i atrakcji wzięła nas pod swoje skrzydła i zasypuje nimi znienacka i w ogromnych ilościach.

Dziś było spokojnie, bo tylko, gdy usiedliśmy w knajpce na toruńskim Starym Mieście, od razu buchnęła orkiestra wojskowa grając żwawego marsza i przed naszymi, nieco zdumionymi, oczami rozpoczęła się defilada. Ja rozumiem Święto Wojska Polskiego, serio, ale aż tak nam o tym przypominać?

Potem było z górki, choć bardzo przyjemnie. Dzień jak złoto – niby upał, ale trochę przyjemnego wiatru, woda jak marzenie, nurt wartki, Kropla płynąca dzielnie i spokojnie, nawet obyło się bez mielizn, co ociera się o kolejny cud nad Wisłą, bo oznakowanie jest coraz mniej widoczne. Ale za to coraz lepiej przez nas przewidywane i odczytywane, więc jakoś to się rekompensuje.

Uczymy się Rzeki. Powolutku, jedną po drugiej, rozgryzamy zagadki, które przed nami stawia. Wiemy już mniej więcej (brak spacerów po dnie!), jak układają się ostrogi łach, które bystrza są przyjazne i damy radę przemknąć nad nimi gładko, a które trzeba ominąć szeroko, jak wyglądają na wodzie podwodne drzewa. No, nie wszystkie, przyznam uczciwie, ale jednak. W porównaniu do początków drogi to ogromny skok i to nie na główkę.

Zostało nam jeszcze mnóstwo: czy te dziwne koła na wodzie ze spokojnym środkiem, powstające to tu, to tam, to wynik uwalniania się gazów dennych? Dlaczego mielizny widać raz po gładkiej toni nad nimi, a innym razem – po drobnych falkach? Dlaczego nie ma połowy zaznaczonych w aplikacji Wód Polskich staw?


Ale dziś poznaliśmy (a właściwie potwierdziliśmy przewidywania), co oznacza dziwna strzałka z odkosami zbliżająca się szybko pod prąd i generująca małe falki? Duża strzała nawet, nie to, że strzałka. Czasem ślad miała kilkumetrowy nawet. Bardzo kilku 🙂

Mieliśmy parę hipotez, ale dziś potwierdziła się ta, do której skłaniałam się najmocniej. Otóż w Wiśle żyje naprawdę wiele naprawdę wielkich drapieżnych ryb. Sum, szczupak, sandacz, boleń – to ich górna półka. I to właśnie głowę jednego z nich w typowej „strzałce” zobaczył dziś Damian. Ja nie, czego nie wybaczę Wodom Polskim, bo usilnie próbowałam zlokalizować kolejne stawy na prawym brzegu, podczas gdy rzeczona ryba minęła nas błyskawicznie z lewej burty. Zaczynam mieć do Wód Polskich sporą listę uwag i sugestii.

Przepłynęliśmy dziś całkiem spory kawałek drogi, do przedmieść Solca Kujawskiego, gdzie znaleźliśmy sobie urocze miejsce na nocleg.


Maleńka łacha oddzielona metrowym przesmykiem od lądu, piaszczysta, płaska i przyjemna. Kryje w sobie wiele zagadek – i mam nadzieję, że nie takie, jak „jak się nazywają te wielkie skorki, które nam włażą do namiotu?” 😉

Łacha ma może 100 m długości i z 10 szerokości w najbardziej okazałym miejscu, powierzchnię piasku miała niedawno idealnie wymytą przez deszcz. A obecnie cała jest pokryta mnóstwem tropów różnych zwierząt.

Śledztwo wskazuje na odwiedziny:

  • czapli (najprawdopodobniej siwej, bo mega wielkie ślady, większe od mojej stopy nr 36),
    mew,
  • kaczek,
  • dzików (no bo małży ci wokół dostatek),

i tu się zaczęło śledztwo – dwóch ssaków:

  • niemal na pewno wydry,
  • całkiem na pewno bobra.

Za obecnością wydry przemawiają niezbyt duże, okrągłe, pięciopalczaste ślady ładnie i równo rozłożone w poprzek wyspy oraz ślad wleczenia czegoś po piasku. Brzuszek? Ogon? Jeszcze nie wiemy, czekamy, czy w nocy nie powtórzy wędrówki, by pozostawić nowe, wyraźne ślady.

Jeśli chodzi o bobra, to sytuacja jest raczej jasna: spora stopa, niemal jak ludzka, z wyraźną piętą (znowu niemal mój rozmiar, mam nadzieję, że nie podprowadzi mi butów), ślady ogona (niemal na pewno)

a za przesmykiem, na brzegu obgryzione patyki i ścięte tataraki, które bobry lubią na przekąskę.

Chciałam zrobić zdjęcie tym patykom, bo miały fajne wzory od bobrzych zębów, ale nie zdążyłam, Damian przerobił je na kołki do Kropli, która potrzebuje ich mnóstwo i najbardziej lubi właśnie obgryzione przez bobry. Takie mieliśmy jako najważniejsze – do dulek. Teraz do nich dołączyło kilka innych 🙂 Dodam, że patyki były stare i porzucone, nie zabieramy nikomu jego dokonań i wyników pracy.

***************

Dziś już prawie chyba na pewno rozgryźliśmy system oznakowania brzegowego. W każdym razie rzadziej mówimy o nim słowami ordynarnymi. Dziś też bez mielonki, zaczynamy rozróżniać kolory wody i to jest fajne.

No i wreszcie nastąpił ten dzień: powstała półeczka na popielniczkę!

Taka z patyka ogryzionego przez bobra oczywiście (podobno to najmocniejsze i najzdrowsze patyki).

Jeszcze ma możliwość rozbudowy, jeśli nastąpi potrzeba uzupełnienia o jakieś urządzenie, jak radar, czy ster strumieniowy.
Było uroczyste otwarcie i wzruszające przemowy. Piliśmy z Izą do rana kiedy poprzestawialiśmy te znaki, żeby było sensowniej.

To, niestety, żart.

Posted in

2 odpowiedzi na “DEFILADY, STRZAŁKI NA WODZIE, TROPY I ŚLADY”

  1. Awatar Zbyszek
    Zbyszek

    OOO widzę że mam wkład w uchwyt do plotera nawigacyjnego

    Polubienie

    1. Awatar wolgast

Dodaj komentarz