


Wisła na północ od Zapory zmienia wygląd. Jest ciągle majestatyczna, ale tu spokojna i ujęta w ramy zieleni brzegów, porośniętych wysokimi drzewami. Mniej jest piaszczystych łach, mniej skarp, za to zdecydowanie więcej łabędzi. Oraz para bielików szybujących dość wysoko, do czasu, gdy jeden z nich zanurkował gwałtownie, wyraźnie polując. Bezskutecznie jednak.
Nurt przyspieszył o 1/3 i pcha nas teraz z szybkością 4 km/h. No chyba, że jest bystrze, to z silnikiem było już 10 😉 A bystrzy ci u nas dostatek.

A propos dostatku – statek. Właściwie wrak – duży, metalowy, widocznie stary i po ciężkich przejściach – zwrócił naszą uwagę na 695 km. Wszystko wskazuje na to, że mieliśmy rzadką okazję zobaczenia wraku parowego bocznokołowca „Spółdzielnia Wisła”, ex Tryton, ex Gothlif Hgen, zbudowanego w 1887 r. w Gdańsku, Był to statek holowniczo-pasażerski, zatopiony we wrześniu 1939 r. przez Luftwaffe. Świadek i ofiara złych czasów…
A historia tego statku jest bardzo interesująca – i napawa refleksją.
Dziś to zardzewiałe żebra i fragmenty mechanizmów, ale kiedyś był to „Tryton” — duży statek pasażerski, mogący zabrać około 700 osób.
Zbudowano go w 1886 roku w gdańskiej stoczni J.W. Klawittera jako „Gotthilf Hagen”, statek inspekcyjny pruskiej administracji Wisły. W II Rzeczypospolitej został „Trytonem” i pływał m.in. na trasie Toruń–Gdańsk. Miał kajuty, bufet, radio i oświetlenie elektryczne. Był statkiem wycieczkowym — i miejscem zabawy dla elit.
W lipcu 1928 roku popłynęło nim do Torunia około 600 uczestników wycieczki bydgoskich drukarzy. Na pokładzie grała szesnastoosobowa orkiestra, zapowiadano dancing, walczyka i charlestona, gry, strzelanie do tarczy i dobrze zaopatrzony bufet. Zachowało się nawet zdjęcie „Trytona” z tamtego czasu wraz z zaproszeniem do zakupu biletów na przejażdżkę.

Później statek zmienił właściciela i nazwę. Jako „Spółdzielnia Wisła” służył już jako holownik. W czasie II wojny światowej został zatopiony. Jego szczątki pozostały w rzece.
Dopóki patrzy się na wystające z wody żelastwo, jest po prostu zabytkiem. Kiedy jednak zobaczy się fotografię całego statku i przeczyta o ludziach tańczących na jego pokładzie, wrak znowu staje się statkiem, ktoś na niego czekał, ktoś się szykował na bal, inny ktoś stał przy burcie, ktoś tańczył, śmiał się, może się zakochał. A teraz, po niemal stu latach, widzimy na łasze jego szczątki. Ta historia jest smutna i piękna jednocześnie, jak życie – radość, wzrost, pełnia sił i możliwości – koniec i powolny rozkład.
Wisła jest pełna takich warstw. Przez stulecia była drogą ludzi, statków, towarów i całych ludzkich historii. Część zabrała ze sobą, część przykryła piaskiem, a niektóre z nich odkrywa po latach.

Kawalątek dalej, o jakieś pół kilometra zaledwie widać ceglaną ruinę, wyraźnie i od razu kojarzącą się z gotykiem. To ruiny słynnego zamku w Bobrownikach, zamek stoi tuż nad wodą, pochodzi z XIV w. i stanowił pierwotnie siedzibę polskich włodarzy Ziemi Dobrzyńskiej. Parokrotnie przechodził z rąk polskich w krzyżackie i odwrotnie, bu po Grunwaldzie zostać w polskich.

A Bógpomóż to nazwa, jak najoficjalniejsza, wyspy, wzdłuż której płynęliśmy mijając liczne bystrza i kamienie. Zatem nazwa niezwykle wręcz trafna.
A po paru kolejnych kilometrach odsłoniła się perspektywa skarpy, na której spomiędzy wysokich drzew wyłoniła się bardzo charakterystyczna sylweta gotyckiego kościoła. To fara pw. św. Jadwigi Śląskiej w Nieszawie.

A właściwie, kolejna ciekawostka, pod wezwaniem DWÓCH świętych Jadwig – Śląskiej i Andegaweńskiej, czyli Królowej Jadwigi. Jak to możliwe?
Ponoć bardzo chciano, by patronką fary została Królowa Jadwiga, jednak nie była jeszcze świętą, co wykluczało takie rozwiązanie. Użyto zatem swoistego fortelu i oddano farę pod wezwanie św. Jadwigi Śląskiej, uznając, że Śląska czy nie – zawszeć Jadwiga. A w 2003 r. już święta Królowa Jadwiga została patronką Nieszawy ostatecznie rozwiązując ten odwieczny dylemat.
A w kościele – zaskoczenie! Matka Boska Skępska, jak żywa, ale tym razem na obrazie. Jak widać jej kult sięgał dość szeroko 🙂 I nie dziwię się, to piękna historia i symbol.


Widzieliśmy także cioteczną siostrę Kropli – 4,5 m. model nieszawki-łodyżki, z opisu bardzo podobnej do lejtaka, ale w rzeczywistości już niekoniecznie. Widać te różnice, gdy się uważnie popatrzy – kształt całości, układ burt, ale szczególnie sztaba, zwana tu „sztabką”, o innym zupełnie kształcie. No cóż, łodyżka ma zadarty nos 🙂

*********************
Dziś drugi żelazny punkt na naszej liście. Gdy zaczynałem się kiedyś interesować tematem łodzi wiślanych, trafiłem na opracowanie, właściwie instrukcję autorstwa Tomasza Szczęsnego jak zbudować nieszawkę czyli lejtaka z bardziej zadartymi dziobami. Od razu stwierdziłem: budujemy.
Szczęśliwie los nas oszczędził i nie pozwolił dowiedzieć się na własnej skórze, że brakuje w tej instrukcji jeszcze wielu podpunktów. Podczas budowy Kropli ,gdy gięliśmy dno, co determinuje zadartość dziobów i i rozchylenie burt, Piotr czyli Mistrz patrząc na Izę i mnie pytał: jeszcze? A my: jedziesz!, dajesz chopie!
No i już wiadomo skąd się wzięło zauroczenie nasze tą łódką.

Dodaj komentarz