Po wczorajszej konstatacji, że jestem za niska (no bo skoro woda w kanale śluzowym sięga mi do kostek, a to dla Kropli za mało, to wniosek jest jeden niestety: moje 157 cm nie wystarcza) musieliśmy opracować metodę przeprawienia się za Zaporę.

Damian się natyrał niezwykle ustalając kto, gdzie, jak i kiedy mógłby nas przewieźć (nas troje, z czego Kropla ma zdecydowanie największe wymagania) na drugą stronę. To raptem 4-5 km, no ale nie po wodzie, a łódka akurat kółek nie ma.

Logicznie zaczynając to zadanie poszliśmy zwiedzić Muzeum Etnograficzne – o bogowie, jakie fajne!
Przeciekawych rzeczy było masę, od narzędzi rzemieślniczych, przez stroje (ranyrety jakiej urody jedwabne chusty czepcowe, tak zwane „kaczorówki”, klękajcie narody!), dużej kolekcji pięknie odrestaurowanych skrzyń wyprawowych – od wyprawy czyli wiana, a nie od wyprawy czyli wyjazdu z domu rodzinnego do mężowskiego, do ozdób i rzeźb.

Mamy z Damianem własną tezę, mówiącą, że potrzeba piękna, sztuki jest immanentną cechą człowieka. To widać od najwcześniejszych pozostałości pozostawionych przez człowieka – od rysunków naskalnych do Wenus z Willendorfu – ale widać to równie dobrze wszędzie, gdzie żyli ludzie. I to bez względu na ich stan majątkowy czy pozycję społeczną – zarówno Innuici, jak przedstawiciele plemion afrykańskich czy amerykańskich, magnaci czy ubodzy chłopi – wszyscy oni dbali, by otaczający ich świat ozdobić.
Widać to wspaniale w licznych muzeach etnograficznych, także w tym włocławskim. Przepięknie zdobione skrzynie wyprawowe, ale i ulotne i filigranowe pająki plecione ze słomy (a mające czasem ponad metr wysokości!), bukiety kwiatów robionych z niewiarygodną precyzją z bibułki, czy ozdoby strojów, jak czepce – to więcej niż wyraz statusu.

To potrzeba duszy, tak silna, że przezwyciężała zmęczenie, brak środków, czy opresyjne warunki bytowe. To jest piękne i podnoszące na duchu.


No i rzeźby, tę kategorię pozostawiłam sobie na koniec, bo zwaliły mnie z nóg. „Osóbki”, czyli skępskie Madonny.

Historia ich jest długa, fascynująca i niezwykła, ale przedstawię tu tylko skrót skrótów – oryginał skępskiej Madonny pochodzi z 1496 r., liczy zatem ponad pół tysiąca lat. Niewielka, późnogotycka figura młodziutkiej Maryi została sprowadzona do Skępego z Poznania. Według legendy Zofia Kościelnicka szukała figury odpowiadającej Maryi, którą ujrzała podczas cudownego uzdrowienia. Znalazła ją w pracowni poznańskiego snycerza, który sam nie wiedział, skąd rzeźba się u niego wzięła.
Oryginalna Madonna jest niezwykła – nie trzyma Dzieciątka, jest sama. To młoda, smukła dziewczyna ze złożonymi do modlitwy rękami i długimi włosami. Z czasem zaczęto widzieć w niej także Maryję brzemienną.
W 1775 r., za zgodą papieża Benedykta XIV, figurę uroczycie koronowano. Dostała wówczas koronę, sztywny, bogato zdobiony płaszcz i półksiężyc pod stopami – ten wizerunek zapoczątkował nowy nurt w sztuce ludowej.
Okoliczni snycerze zaczęli rzeźbić własne przedstawienia, zwane „osóbkami”. Noszą one wyraziste znaki rozpoznawcze: koronę, maleńką głowę, złożone dłonie, rozszerzający się ku dołowi bogato zdobiony płaszcz i półksiężyc pod stopami.
”Osóbki” trafiały do przydrożnych kapliczek i do domów prywatnych, po Powstaniu Styczniowym zyskały także charakter symbolu patriotycznego, wyrażającego przywiązanie do polskości.
I są przepiękne.

A wieczór – też był przepiękny. Przypadło dziś częściowe (ale znaczące, do 83,3%) zaćmienie Słońca, nietypowe pod kilkoma względami. Po pierwsze (i uniwersalne) przypadało ono tuż przed zachodem słońca, więc obserwowane było nisko nad horyzontem. Nigdy wcześniej nie widziałam zaćmienia o tej porze. Po wtóre – mieliśmy szczęście obserwowania go ponad powierzchnią Zalewu, a odbijające się, coraz niższe i mniejsze Słońce naprawdę dało wyjątkowy spektakl.

Tuż po zachodzie przyszedł czas na wyslipowanie Kropli, by jutro rano można było ją przewieźć już na Wisłę, z Zalewu.

Kropla już na przyczepie, a my zbieramy się, by skorzystać z okazji i zasmołować tych kilkanaście gwoździ, które uniknęły smolnej kąpieli na Wyspie Obcążnic kryjąc się przed moim pędzelkiem pod linią wody.

Kończę zatem, by warzyć smołę 😉

*******************

No to Włocław wraca do poprzedniego miana, bo i tak się niebezpiecznie ociera o znęcanie się. WŁOCławka, a zwłaszcza WŁOwer musi być niezłą jazdą dla rerających czyli tych co nie wymawiają R. Ciekawe kto to tak nazwał?

Kropla na kółkach, jutro mamy nadzieję na opuszczenie tego pięknego miasta. Zastanawiam się czy nie zamocować jakichś kółek na stałe, bo bosmani na pytanie jak woda, odpowiadają olaboga. Tak naprawdę to inaczej odpowiadają. Po drodze będziemy mijali miejscowość Starybógpomóż, co się może przydać.

Posted in

Dodaj komentarz