O świcie (no dobrze, godzinę po świcie) ruszyliśmy do Włocławka, by dotrzeć przed zapowiadanym na godzinę 8.00 wiatrem. Niestety wiatr nie wiedział, na którą był zapowiadany i pojawił się o 6.30, więc nie było aż tak fajnie jak być miało – ale i tak spokojnie.

Przystań Wodna OSiR to miejsce przemyślane niemal idealnie, wygodne, czyste, przestronne i komfortowe. Dostaliśmy miejsce przy pomoście i wygodne miejsce na namiot, a do tego pogoda zrobiła się piękna, choć chłodna.

Rozłożyliśmy co się dało, by wyschło po przygodach i ruszyliśmy w miasto. Nieznane nam niemal, a to zawsze fajne wyzwanie.


A przy tym musieliśmy sprawdzić jak tam ze śluzą było, a właściwie jest, bo dotarła do nas stugębna plotka (kocham to określenie), mówiąca, a to, że śluza nie działa, a to, że działa, ale nie da się przejść, a to, że wszystko się da. Chyba wiedzieliśmy tylko, że ciągnąca parę dni przed nami na Święto Wisły w Toruniu, kolumna tradycyjnych łodzi wiślanych wycofała się ze śluzy, a jej skiperzy zdecydowali się na przewiezienie łodzi lądem, by ominąć śluzę.

No, nie wygląda to różowo, nie jesteśmy kaczką, nie przejdziemy tamtędy, mimo że mamy naprawdę mikroskopijne zanurzenie. Zatem zapadła decyzja, że jutro spróbujemy się przewieźć parę kilometrów (konkretnie około 5-ciu) do kolejnej mariny, ale już na Wiśle, nie na Zalewie.

A podjąwszy decyzję poczuliśmy się wolni jak norki i uznaliśmy, że czas poużywać żywota, wszak żyjem tylko raz, czy jakoś tak. Pyszne śniadanie, którego nie musieliśmy sobie robić, w dodatku na prymusie, spacer – no i zwiedzanie cudownej urody Katedry pw. Wniebowzięcia NMP.

Wspaniały gotyk, bez domieszek baroku (!!!), świetnie utrzymany zabytek, uroda, przestrzeń i odczuwalny oddech historii.

Niezwykła figuratywna tęcza, a poniżej – unikatowa figura ukrzyżowanego Chrystusa, która zrobiła na nas niezwykłe wrażenie. Nigdy i nigdzie nie widziałam podobnej. Bardzo, bardzo warto to zobaczyć.

Tyle gotyk, choć oczywiście jest go tu znacznie więcej – ale gdzie osuchy?


No, niestety, ale Wisła cofnęła się tak daleko, że na jej brzegu łódki stoją na piachu i kamieniach. Osuchy jak nic, choć okres pływu może wynosić nie kilkanaście godzin, lecz parę miesięcy… Smutny to widok, poruszający i dający do myślenia.

Zajrzeliśmy też do Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej, gdzie czekało nas kolejne, bardzo tym razem miłe, zaskoczenie. Otóż wystawa fajansu, który (mea culpa) kojarzył mi się do tej pory niemal wyłącznie z granatowymi lub brązowymi kwiatami na kremowym tle – a był przebogaty, barwny i niezwykły oraz naprawdę warte obejrzenia, nieliczne acz bardzo smakowite obrazy, od Axentowicza, Boznańskiej, Wyczółkowskiego, Malczewskiego, Mehoffera do Wiktacego.

Koniecznie zajrzyjcie!

**********

No niestety, niedane nam będzie się prześluzować przez śluzę we Włocławku a szkoda. Rozmawiałem z bardzo fajnym panem ze śluzy i okazuje się, że śluza pracuje, pełna parą. I nawet z niej się da wypłynąć, bo nad betonowym progiem jest 46 cm, problemem jest kanał prowadzący ze śluzy do Wisły. Tam to tak po kostki. Izy kostki. Poszlim, obejrzelim.

Pierwsza oczywista myśl: wynająć mała koparkę, dowiązać z tyłu Kroplę z Izą za sterem i jedziemy, ale jednak szkoda czasu. Chyba musimy tam zrobić imprezę to przekopiemy przecież po pijaku razem spokojnie. Trza będzie to objechać jednak lądem. Już z Kroplą spacerowaliśmy, a teraz czas na wycieczkę samochodową.

Musimy się przyznać jeszcze do, być może, unicestwienia ludzkości. Otóż na naszej ongiś Rajskiej, a obecnie Wyspie Obcążnic (to te takie wielkie skorki z ogonami jak skorpiony) spędziliśmy jak wiadomo prawie 3 dni. Na następną Wyspę Bobra przewieźliśmy kilkanaście osobników. Do Płocka kilka? W Murzynowie jeden. Sami widzicie. Jeśli zdobędą władzę nad światem (a intelektualnie co najmniej nie odbiegają od obecnie rządzących światem), to będzie nasza wina.

Posted in

Dodaj komentarz