Sukcesy i radości to pojęcia nie tyle nieostre, co indywidualnie definiowane.
Wielkim sukcesem było zbudowanie Kropli i wyruszenie na Wisłę, ale to już jakiś czas temu.
Było to także wielką radością.
Dzisiejsze nasze sukcesy są obiektywnie skokowo mniejsze, lecz radość przyniosły nam wielką.
Dzień na spokojne bycie, cudowne otoczenie, dokończenie paru rzeczy, na które zabrakło czasu wcześniej.
Niezwykle upalny dzień, oficjalnie niemal do 40 stopni, piaszczysta łacha, niedostępny cień oddalonych drzew, to recepta na kłopoty, a przynajmniej spore nieprzyjemności. A to nie nasz plan na wakacje.
Genialny plan genialnego Męża zapewnił nam naprawdę komfortowe warunki – przeciwsłoneczny tent rozpięty na wiosłach wbitych w piach i rzucający cień nad i przed namiotem zasługiwał na najwyższe uznanie. I zdecydowanie się go doczekał

Rano widzieliśmy grupę szkut płynących najprawdopodobniej na Święto Wisły do Grudziądza. Cóż za piękny widok! Wspaniałe jest to odradzanie się tradycyjnych wiślanych łodzi, są piękne, naturalnie dostosowane w najwyższym możliwym stopniu do tej ogromnie wymagającej rzeki. To przepiękny widok.

A sukcesy?
Damianowe, poza już wcześniej wykorzystywanym tentem, to wzmocnienie dulek i dodanie Kropli możliwości wiosłowania twarzą w przód, przygotowanie pysznego obiadu i, last but not least, skończenie obijaczy, imponujących urodą.



Mój znacznie skromniejszy, ale za to czasochłonny – zwalczenie ograniczeń technicznych bloga tak, by wreszcie wyglądał zgodnie z naszymi chęciami i był wygodny w czytaniu.
I mała robótka, zasmołowałam kilka gwoździ, które powodowały maleńkie przecieki. Nie wszystkie, bo część z nich była zbyt nisko, ale zawsze to postęp.


Wieczorne krzyki żurawi, tuż tuż, o krok niemal – wygląda to na rodzinę z dwójką młodych.
Niewiarygodnie czerwony półksiężyc nad drzewami, niebo nabite gwiazdami, ciepły wiatr, plusk Wisły, odgłosy zwierząt.
Jest pięknie.
*************
Tak jest, same sukcesy, choć okupione trudem (ale jak se chłopina nie przewierciła wcześniej otworów wiertarką elektryczną, bo to na konie,c to teraz ma, a że jeszcze przysępiła i zamiast ręcznej wiertarki za tysiaka kupiła za dwie stówy, no to carramba się słała.
Ale odbijacze zrobione, tak jak przegląd sprzętu i selekcja czego się pozbyć, bo chyba jednak nie trzeba będzie budować nowego lejtaka.
Niestety trzeba się ruszyć z rajskiej wyspy.
Fajnie by było się rozpędzić do prędkości ślizgu, tak jak to robili fachowcy w dawnych latach. Potrafili rozpędzić duże szkuty do prędkości dwukrotnie większej niż nurt i dało się wtedy nawet sterować. Wykorzystywali zjawisko spadku hydraulicznego (spytajcie czata) i ślizgali się w naprawdę dużym tempie nawet 15km/h.
My nie mamy takich aspiracji, ale wyczytałem, że jak się dowiąże torbę z Ikei do dziobu, to łódka sama będzie szukała nurtu i nic nie trzeba będzie robić, a w to mi graj.
Zobaczymy.

Dodaj komentarz