Łacha. Słowo niepozorne, wyobrażenie nudne, ot trochę piachu wystającego z wody, parę trawek, pff.

Ale nie – to ekosystem tętniący życiem, choć czasem odruchowo wolelibyśmy, by nieco może mniej 😉

Burza była doprawdy spektakularna, cała nasza wyspa odzyskała na chwilę dziewiczy charakter, bez śladu śladów 😉
Ale rano okazało się, że dwa bardzo głośne pluski tuż przy Kropli to nie był rekordowy sum, lecz – nie wiem na ile rekordowy – łoś odświeżający się po upalnym dniu. Tropy wiodły od zarośli do brzegu, w odległości ok. 10 metrów. Uprzejmy zwierz, nie zakłócił nam zbytnio spokoju.

Pierwsze odkryciątko dnia było takim, z gatunku wstępnie niezbyt pożądanych. Przed namiotem rozpięliśmy na piasku płachtę przeciwdeszczową, by choć trochę ograniczyła ilość piachu wnoszonego do śpiworów. Rano chciałam ją strzepnąć z tego, co do śpiworów nie dotarło – a spod niej ruszyło na mnie w szaleńczym tempie około trzydziestu zwierzątek o zdecydowanie zbyt wielu nogach, bym uznała to za pożądane.
Z początku nawet przemknęło mi przez głowę, że to maleńkie jaszczurki, ale nie – zdecydowanie nie. Były to najprawdopodobniej obcążnice nadrzeczne (Labidura riparia), ponoć rzadko w Polsce spotykany, Nie dziwię się zbytnio, mam wrażenie, że wszystkie są tutaj 😉 i to przy naszym namiocie.
Wielkość ok. 3,5-4 cm. Ładnie tu widać nie tylko szczypce i ustawienie obronne, ale i ciemniejsze paski na tyłeczku. To jest, na odwłoku oczywiście.

Kolejne odkryciątko było bez porównania milsze – to inne niż poprzednio, małże. Tym razem mniejsze, smuklejsze, z wierzchu oliwkowe, wewnątrz perłowobiałe. Oczywiście opis wyłącznie na podstawie znalezionych pustych muszli. Najprawdopodobniej to skójka malarska (cóż za nazwa piękna (Unio pictorum).

I znowu mniej przyjemne odkryciątko – piratnik (najprawdopodobniej Arctosa cinerea), co pod piękną nazwą ukrywa pająka, Jak na pająka to nawet uroczy, wtapiający się w piasek, nie buduje sieci, poluje aktywnie, błyskawicznie przemieszcza się po piasku. Fajnie, gorzej gdy w moją stronę 😉
To pająk wilczy, jak mówi polska nazwa rodziny Lycosidae, a nazwa pochodzi właśnie od sposobu polowania. Samice są troskliwymi matkami, noszą kokon z jajami, a po wykluciu – maleńkie młode na grzbiecie. Czułość, troska i opieka – to piękne nawet dla człowieka dotkniętego arachnofobią, jak ja 🙂
Wilk – pirat, co za połączenie! A wszystko na niewielkiej wiślanej łasze, zamknięte w niezbyt skłaniającym do podziwu kształcie.
A całość z nogami to ok. 4 cm.

****************

Szczęśliwie oprócz licznych przedstawicieli fauny, nie ma tu zbyt wiele ssaków, zwłaszcza naczelnych. Zostajemy zatem jeszcze jeden dzień, bo ciemna strona campingowania takiego jak nasze, to wieczne wyjmowanie i chowanie różnych rzeczy.
Straszny zapiernicz, zdecydowanie odradzam. My skoro już zaczęliśmy, to musimy skończyć, ale wy przemyślcie sprawę.
Szacuję, że jeszcze jakieś dwa, trzy tygodnie i zaczniemy się orientować gdzie mamy co schowane.

Nie jest też tak, że tylko leżymy, usiłujemy bowiem nadrobić niedokończone przy przygotowaniach prace. Co prawda tempo procy jest odwrotnie proporcjonalne do temperatury, ale coś tam się dzieje.
Na przykład owijamy liną nasze odbijacze, żeby będąc w porcie nie porysować Kropli od burty jakiegoś luksusowego jachtu.

A wieczorem rumik od Krzysia P. Krzysiu Twoje!

P.S. Rumik ulala!

Posted in

Dodaj komentarz