PIACHY, ŁACHY, PTAKI. I ŁOŚ

Marina Modlin rano okazała się równie miła jak wieczorem, a nowy Pan Bosman tak samo sympatyczny i życzliwy jak poprzedni.

Króciutki, kilkusetmetrowy kawałeczek Narwi miał bystry nurt i stosunkowo niewiele płycizn, Wisła zasilona jej wodami była spokojniejsza i chwilowo głębsza. Natychmiast można było zauważyć zmianę jednostki odpowiedzialnej za oznakowanie szlaku wodnego – pojawiło się znacznie więcej boi, w dodatku rozsądnie ustawionych, więc płynięcie stało się komfortowe i znacznie bezpieczniejsze.

Jednak nawet po nich widać jak niski jest stan wody – boje leżą na wodzie, bowiem ich kotwice mają za długie liny (łańcuchy?) by utrzymywać je w pionie.

Mnóstwo łach, pni powyżej i poniżej lustra wody, niemal wszędzie widać ptaki wyglądające jakby stały na wodzie.

Ptaków jest mnóstwo, widzieliśmy dwa gatunki mew, rybitwy, kormorany (zastosowały się do słów piosenki i uprzejmie splątały w locie sznur ;)), kaczki, mnóstwo jaskółek brzegówek (oraz ogromne liczby ich norek-gniazd w ścianach skarp), jastrzębia, wiele czapli białych i siwych, mnóstwo wron na łachach (nawoływały się z wyraźnym zniecierpliwieniem), a nawet szybującego bielika.

Wisła na odcinku od Modlina do Czerwińska jest majestatyczna, dzika, rozległa, spokojna i przepiękna. Nurt jej meandruje od brzegu do brzegu, pomiędzy licznymi, przepięknymi wyspami i wysepkami porośniętymi drzewami i z małymi plażami. Zielono, złoto od piasku, niebiesko od wody – wspaniale.

Nocujemy na jednej z wysepek, z małą fajną plażyczką i płaskim środkiem, piaszczystym i rozległym, jakby stworzonym do rozbicia namiotu. Nie my pierwsi tam namiot rozbijaliśmy, sądząc po kilku znalezionych szpilkach do odciągów.

Tym razem nie było śladów dzików – za to były wyraźne ślady niedawnej przechadzki odbytej po niej przez łosia.

Kąpiel po upalnym dniu, spokój i cisza, zakłócana jedynie przez wykłócające się rybitwy. A wieczorem – burza wędrowniczka, krążąca dokoła, a właściwie kilka ich, jedna po drugiej. Pierwsza dała niezwykły popis błyskawic i grzmotów o przeróżnych odcieniach – od cichych i krótkich, przez zdecydowane, mocne i punktowe, do długotrwałych, brzmiących jak werble. Zahaczyła nas skrzydłem, ale wystarczyło, by nasza wyspa spłynęła wodą i piachem, a jej powierzchnia pokryła się małymi kraterami wybitymi przez deszcz.
Spróbujemy zostać tu do pojutrza, miejsce jest przepiękne, wymarzone wprost do odpoczynku. Do tego tęskniliśmy myśląc o tej wędrówce – krok do wody, piasek, zieleń, ptaki, spokój, pusto, cicho i cudownie spokojnie.

Do jutra zatem

************


Uczymy się czytać rzekę w trybie pilnym, prawie jak ludzie w filmie Predators, którzy odzyskali przytomność spadajac na ziemie z kilku kilometrów i musieli szybko się nauczyć gdzie jest otwieranie spadochronu, a były to oczywiście bardzo nowoczesne spadochrony, bo technologie predatorskie wiadomo.

My mniej więcej podobnie, a jeszcze pomocną dłoń podały Wody Polskie rejon warszawski, stawiajac boje torowe w prawie losowo wybranych miejscach.
– Józek, wypadła mi boja!
– A dobra zostaw ją.

Ale to tylko do Modlina, bo tam już pałeczkę przejął rejon włocławski. No i tu już nudy, bo szlak nie dość, że ma boje stojące tam gdzie trzeba i dopływając do jednej widzi się następną, to jeszcze są one pomalowane dość niedawno i widać jaki mają kolor.
Nie ma więc fenomenalnych przygód: gdzie następna boja? A ona za wyspą. O ile w ogóle jest. Włocławek górą, od dziś będzie to dla nas Włocław.

Posted in

Dodaj komentarz